Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Rozdział 4

Everywhere is dangerous.

- To się nazywa s-z-l-a-b-a-n, moja droga. - powiedział tata spokojnym głosem, w przeciwieństwie do mamy, która po wczorajszym zajściu była mocno podenerwowana.
- Moje buty, moje buty, jak mogłaś?! I jeszcze zamknęłaś nam drzwi przed nosem?!
- Mówiłaś, że to będzie spokojna imprezka z paroma przyjaciółmi - rodzice wpatrywali się we mnie uparcie.
- No bo.... tak miało być właściwie. 
- Albo ty kłamiesz albo chłopcy. A ponieważ od paru miesięcy opowiadasz nam, jacy oni są wspaniali i niekłamiący ... Zapewne to ty nas oszukałaś. - odparł tata.
- Hej, po pierwsze nigdy nic nie mówiłam, że są niekłamiący, istnieje w ogóle takie określenie? A pod drugie to po prostu przyszło więcej gości niż przewidywali.
- Czyli kto jest winny? - tata dalej ciągnął przesłuchanie.
- No nikt. A dlaczego wy właściwie tam przyjechaliście?
- Dlaczego?! Dlaczego! Dobrze, że byliśmy tak blisko i cię wyciągnęliśmy z tego całego szaleństwa!! - krzyki mamy można było słyszeć na drugim końcu miasta.
- Twoja przyjaciółka Katy... bardzo miła dziewczyna. Powiedziała, że potrzebujesz jakiejś pomocy. Pokazała nam drogę... a resztę już znasz. - rodzice wyszli do kuchni.
Katy... Zmarszczyłam czoło. Odegram się jak tylko skończy się szlaban. W sumie to już mi jej żal, po tym co wczoraj jej wykrzyczałam na balkonie. Ale ona przegięła. Zepsuła imprezę wszystkim. 'Zemsta będzie słodka' - Emma uwielbiała tak mówić. 
- Zabiję tą **** - taka była mniej więcej jej reakcja, po tym jak jej oznajmiłam przez kogo wczoraj oberwaliśmy.
- Normalnie nie popieram twojego słownictwa, ale tym razem nie istnieje inne określenie na tego potwora. - Raz w życiu przyznałam Emmie rację.
- Tak się nie robi! Ona zepsuła imprezę nie tylko nam ale też wszystkim innym! - wczoraj jak rodzicie nas zgarnęli cała ekipa gapiła się na nas, nie wiedząc co robić. Rodzice byli wtedy jak policja - nie ma na nich mocnych.
- Kodeks imprezowiczów zabrania tego! My wszyscy jesteśmy jedną rodziną, a rodzina tego sobie nie robi! - wściekłość Em nie znała granic. Energiczna z niej dziewczyna.
- Ale wiesz, ja myślę, że oni potem dalej imprezowali, tyle że bez nas. Dwie osoby w tę czy w tamtą to żadna różnica.
- Ale BEZ NAS? Chłopcy na pewno już się nie bawili tak dobrze...
- Skromna jesteś.
- Tak wiem. A poza tym to ty zapewniałaś Liam'owi najlepszą rozrywkę... - puściła mi oczko.
- Co... co to miało znaczyć? - zatkało mnie bo jej wypowiedź zabrzmiała dość dwuznacznie.
- Dobrze wiesz co, chociaż ja nie wiem, co wy tam na górze robiliście... Siedząc sobie sami.... Otoczeni przez gwiazdy... Z miłością w powietrzą... Otoczeni przez ocean namiętności....
- Dobra, skończ. Co z ciebie nagle za poetka się zrobiła? ' Ocean namiętności'? Żartujesz sobie ze mnie?! Po prostu gadaliśmy i piliśmy, ale nie alkohol. 
- Tak, i przy okazji wydarłaś się na ex dziewczynę swojego kochasia....
- Słyszałaś? 
- Akurat staliśmy z Harry'm przy oknie... Otwartym... Wiesz, nie myślałam, że masz taki mocny głos! - poklepała mnie po ramieniu. 
- Ta... A tobie jak minął wieczorek w objęciach małego flirciarza? - starałam się zmienić temat.
- Nie takiego znów małego.... Ogólnie jest duży, a jego stopa spokojnie mogłaby zagrać w filmie o Yeti.
- Po co oglądałaś jego stopę? - To było głupie pytanie, ale wciąż miałam kaca.
- No wiesz, jak się tańczy....
- To się patrzy w oczy. - dokończyłam.
- No tak, ale ja nie jestem tak śmiała jak ty, żeby od razu chłopaka wyciągać na balkon. Ja patrzę w dół jak z nim tańczę. - Tutaj zaśmiałam się, ponieważ to wokół Emmy latali chłopcy, no ale dobrze, niech jej będzie, że jest 'nieśmiała'.
- Och, doprawdy, więc w naszym duecie to ja jestem ta 'śmiała'? 
- Zaiste moja droga! - odparła. Przynajmniej się jej już humor poprawił.
Ta rozmowa trwała jakieś pięć okrążeń wokół domu, ponieważ możemy się przemieszczać tylko w obrębie ogródka. Plus oczywiście nie mamy komórek, aby porozumieć się z chłopakami. Czuję się jak w jakiejś pułapce.
- Dziewczyny, jedziemy na sklepu. - powiedział tata wyglądając zza okna.
- Tak i nie ważcie się ruszać z domu. Będziemy dzwonić co pięć minut i chcemy usłyszeć wasze głosy. Twój - pokazała palcem na mnie - i twój - palec na Emmę.
- Oczywiście, mamusiu. Będziemy siedzieć i grzecznie plewić grządki.
- Nie żartuj sobie ze mnie, po będziesz miała więcej kłopotów - mama była wyraźnie w złym humorze, więc postanowiłam jej nie drażnić. 
Pięć minut po ich odjeździe moja kumpela wyraźnie rozbawiona rzekła:
- No to spadamy do naszym chłopaków.
- Pogięło cię?! Nie będę nosiła tego telefonu stacjonarnego wszędzie za sobą. Zresztą zobacz, jest podłączony do prądu. 
- Okej, to ja wybywam, a ty zostajesz.
- Prawo przyjaciółek na to nie zezwala - skrzywiłam się.
- Ale co z prawem miłości.na.odległość.między.gwiazdą.i.jego.fanką? - musiało jej wiele zająć wymyślenie czegoś tak głupiego.
- Nie ma czegoś takiego. On cię nie kocha, to flirciarz. Bajeruje tak wszystkie.
- Ale jemu to pasuje i mi też.
Zdziwiłam się. Nie chciałabym aby mój chłopak zarywał do każdej napotkanej laski.
- Hej, wyluzuj - powiedziała Em widząc mój grymas. - Zrobimy tak. Najpierw ja pójdę a ty będziesz tu pilnować i w razie czego będziesz udawać mój głos w słuchawce. Przecież potrafisz, nie? - po paru próbach byłam już profesjonalistką. - A potem ja wrócę i się zamienimy. Pogadam przez chwilę z Hazzą i już jestem z powrotem.
- Dobra, ale szybko. - Jak tylko wypowiedziałam te słowa, ona wybiegła sprintem z domu w kierunku villi 1D. Wow, nie wiedziałam, że jest takim sportowcem.
Posiedziałam przez chwilę przy telefonie, ale ponieważ rodzice nie dzwonili, uznałam, że zapomnieli. Wyszłam na ogród się rozejrzeć. Drzwi zostawiłam szeroko otwarte, tak że w razie czego usłyszę telefon. Po tych wszystkich okrążeniach znałam ten ogród jak własną kieszeń. Ciągnął się przez około 10 metrów za domem. Wiedziałam już gdzie królik ma norę, gdzie krety najczęściej kopią, gdzie obce psy przychodzą się wysikać. Obeszłam go jeszcze raz, zerwałam parę ładnych kwiatków i udałam się bardziej w głąb. Trawa tego lata była wyjątkowo soczysta, aż chciało się w niej położyć. Tak też zrobiłam, zamykając oczy i śniąc. Nie wiem czemu ale w tych moich marzeniach pojawił się Liam. Spodobało mi się. Po chwili spojrzałam w górę i ujrzałam tam... domek na drzewie. Mały, ale ładny. W życiu nie miałam takiego czegoś. A ten tu sobie stał, pusty i samotny. Uznałam, że nie można opuścić takiej okazji. Szybko odszukałam wiszącą drabinkę i po upewnieniu się, iż wciąż jest wystarczająco mocna, wdrapałam się na szczyt. W środku był jeden plastikowy stolik i dwa malutkie krzesełka sięgające mi do kolan. Oprócz tego parę pudełek z zastawą do herbatki i dwiema piłkami. Po chwili odnalazłam także ukrytą w głębi lalkę i zapłakałam, ponieważ przypomniało mi się słodkie dzieciństwo. Wieczne nic nie robinie. Naszym jedynym problemem było wybranie właściwej zabawki w sklepie. Spanie, jedzenie, zabawa. I tak w kółko. 'Stare czasy' myślałam ocierając łzę z policzka. Nagle ujrzałam pozostałe lalki.... lecz bez głów. Takie ładne, w kolorowych sukienkach. Miękkie, pluszowe. Z czarnymi bucikami i białymi skarpetkami. Zamurowało mnie. Jak te dzieci mogły... Kiedyś lalki były naszym największym skarbem.... A teraz te bachory w ogóle tego nie szanują. Ogarnęła mnie złość. Na niebie pojawiły się chmury, a mój gniew coraz to bardziej wzrastał.  Na dnie kubła leżały jakieś kamienie. Wyciągnęłam dwa i bez zastanowienia rzuciłam je przez okno patrząc z bólem na same tułowia lalek. Łzy zaczęły mi spływać bo policzkach, a wiatr zaczął wiać susząc mi je. Spojrzałam na okno, czekając na odgłos upadku kamienia, ale usłyszałam coś innego... Inne uderzenie.... Nie o asfaltową drogę jak to powinno być, ale... Zdziwiona otarłam łzy i wyjrzałam przez okno... Przez zamazane oczy zobaczyłam dwie postacie: jedną, leżącą z kamieniem przy głowie, a drugą skaczącą i piszczącą po ciuchu wokół niej... ' O Boże'  myślałam ' trafiłam kogoś kamieniem. Jestem przestępcą! ' . Ogarnęła mnie panika. Przetarłam oczy jeszcze raz ale widok się nie zmienił. Zbiegłam na dół, przeszłam szybko przez płot i stanęłam przy dziewczynach. Jedna leżała, a obok niej mój kamień, a druga , ta wariatka, dalej skakała przerażona. Wydusiła z siebie tylko : "Ratuj, ratuj, ona nic nie mówi! Latający kamień w nią trafił!" i zemdlała. A ja zostałam sama na drodze z dwoma leżącymi dziewczynami obok siebie. Wyglądałam zapewne jak zawodowy morderca.



_________________________________________________________________________________

 Taki jakiś krótki mi się wydaje ten rozdział. Mam nadzieję, że Was chociaż nieco wciągnęłam. Nie było 1D, ale w następnym będzie dużo Liam'a i Louis'a..... :D

Nie martwcie się, nikogo tu nie będę uśmiercała. ;)

Jeszcze tydzień i mam ferie, więc wtedy będzie duuużo rozdziałów! :)

+ dziękuję, za 300 wejść, jesteście niesamowici. Cieszę się teraz jak głupie dziecko! x)

KOMENTUJCIE, proszę! Bez Was ten blog by nie istniał. :') 

Buziaki
Mika <3

od dzisiaj będę dodawała takie angielskie cytaty na końcu każdego rozdziału. ;) Sądzicie, że to dobry pomysł? 

"It never rains but pours" ( Nieszczęścia chodzą parami)





6 komentarzy:

  1. Strasznie fajne ! @Karolinkaaa1D

    OdpowiedzUsuń
  2. ekstra :) czekam z niecierpliwością na kolejny :)

    @1dNicoleNiall

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki kryminał... O mamo! Ale ogólnie to strasznie mi się podoba. Czekam na następny. Mam nadzieję, że wpadniesz również do mnie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze Ci poszło Misiu ;))) Cytaty to też dobra sprawa. ^^ I teraz już wiem jaki to Ty miałaś pomysł na nową znajomość < 33333333333333

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne ! :)
    Lubie czytać Twoje opowiadanie :)
    czekam na nn ;*
    i zapraszam na makesitfeel.blogspot.com i na iimfreefallin.blogspot.com <3

    OdpowiedzUsuń