Łączna liczba wyświetleń

piątek, 6 kwietnia 2012

Rozdział 15, wersja 2 - Rozdzieleni między dwoma różnymi światami....

UWAGA!
Drogi Czytelniku czytasz teraz wersję ze złym, smutnym zakończeniem, jeśli masz ochotę przeczytać tą nieco weselszą, zapraszam (różnią się one drugą połową) - http://lovejoylaughter.blogspot.com/2012/04/rozdzia-15-wersja-1-razem-przez-zycie.html


{Carol}

Sam nacisnęła delikatnie klamkę drzwi swojego domu i obydwie weszłyśmy do środka. Na szyję zaraz rzuciła mi się Emma i Stacy.
- Carool! Gdzie wyście zniknęły z Sam? I jeszcze ty nie odbierałaś telefonów!
- Przepraszam, ale już jestem, cała i zdrowa, wszystko jest w porządku.
- A Liam i Louis? O czym oni tak gadali? - Dopytywała się Stacy.
- Ach, nic takiego, musieli sobie parę rzeczy wyjaśnić. - Odpowiedziała za mnie Sam. - Dobra, może niech teraz Caro idzie się ogarnąć do łazienki i zaraz urządzimy sobie jakiś babski wieczór!
Posłałam jej wdzięczne spojrzenie, bo gorąca kąpiel to było właśnie to, czego najbardziej teraz potrzebowałam. Emma pożyczyła mi swoją oczojebną, różową koszulkę i jakieś krótkie spodenki. Idąc do łazienki słyszałam jeszcze jak Stacy z Emmą skakały po pokoju ciesząc się na ten wieczór. Hahaha, jakie głupki. Ale cieszę się, że są przyjaciółkami. Łazienka była przesycona zapachem lawendy, która stała na parapecie. Oprócz tego wyczułam także perfumy Sam - były malinowe. Na umywalce leżał mój ręcznik - zabrałam go, przy okazji przeglądając się w lustrze - wyglądałam jak potwór. Rozczochrane włosy i rumieńce na twarzy, jeszcze byłam jakaś taka niedospana. Ruszyłam w kierunku wanny, oglądając wzorki na ścianie - była tam namalowana cała rafa koralowa  i mnóstwo ryb, a nawet gdzieniegdzie delfiny wyskakiwały ponad wodę. Napuściłam mnóstwo wody do wanny, a gdy w końcu do niej weszłam, ciepło rozeszło się przyjemnie po całym moim ciele. Czułam uspokajające falę wody delikatnie obmywającą moje ciało. Nagle wszystkie problemy przestały istnieć, świat wydawał się być doskonały. Zaczęłam uderzać dłonią o taflę wody, burząc jej pierwotne ułożenie. Fale napierały na mnie, zaraz jednak znikając i robiąc miejsce dla nowych. Były wzburzone, zupełnie jak moje życie. Rano wstałam uśmiechnięta od ucha do ucha, a już po południu prawie skoczyłam w dół urwiska, gdzie czekała na mnie niechybna śmierć. Szczerze mówiąc, ja wiem, że bym nie skoczyła, po prostu nie umiałabym. Pod wpływem emocji, strachu nasyconego paniką, postanowiłam nastraszyć trochę Louis'a. Wtedy byłam niemalże pewna, że on zaraz do mnie podejdzie i przytuli - tak bardzo tego pragnęłam. Dopiero stojąc na ławce, przygotowując się do skoku życia, pomyślałam " Co jeśli.... On faktycznie mnie nie chce, nie kocha. Nie ratuje mnie, tylko stoi wmurowany". Bałam się bardziej niż Louis. Bardziej niż ktokolwiek inny. Ale on mnie złapał. Uratował życie. Być może niezbyt wylewnie okazałam mu swoją wdzięczność, lecz analizując to teraz, dwie godziny później, w ciepłej wannie ogarniętej aromatem przeróżnych zapachów, zrozumiałam ile ten człowiek dla mnie znaczy. Jest wszystkim, moim wybawcą, moją duszą, moją przyjemnością. Zanurzyłam się głęboko, myśląc o tym wszystkim. Następnie wynurzając się, musiałam wyjść z tego pięknego świata snów i zatrzasnąć wrota, ponieważ tu, w rzeczywistości czekają na mnie 3 najlepsze przyjaciółki, jakie mogłabym sobie wyobrazić, z toną jedzenia i picia oraz milionami filmów do obejrzenia. Zapowiadała się długa nooc!

*     *     *

Oglądając po raz setny ten sam film oraz będąc podpórką dla trzech osób człowiek ma czas na kolejną dawkę przemyśleń. Zastanawiałam się, dlaczego nie powiedziałam dziewczynom o tym prawie samobójstwie. Bałam się? Nie. Po prostu nie widziałam potrzeby, aby o tym wiedziały. Martwiłyby się tylko niepotrzebne, lub jeszcze wysłały do psychiatry. A ja nie cierpię takich ludzi jak oni. Moim lekarstwem na wszystko jest Louis.
- Mhm - Sam podniosła gwałtownie głowę.
- Wszystko okej? - spytałam.
- Tak, tak - odpowiedziała ziewając. - A ty? Czemu nie śpisz? Tylko mi nie mów, że cię wciągnął film. Wiem, że już go znasz na pamięć! - uśmiechnęła się szeroko.
- Nie, nie... - odparłam kładąc delikatnie głowy dziewczyn na poduszki, a tym samym przybliżając sie do niej.
- Tak więc co jest? Coś się gryzie? - Sam nie dawała za wygraną. Nie byłam pewna czy mówić jej o tym co mnie gryzie. Chodzi o to, że.... to był głupi problem. Taki błahy w porównaniu z naszymi życiowymi wyborami, z tym co przeżywają inni....
- Tak jakby... Bo wiesz, co będzie jak on mnie kiedyś zostawi? Znaczy się Louis.... Ja wiem, że to głupie, niepotrzebne przemyślenia, ale... I nie zaprzeczaj, nie mów głupot w stylu "ależ on cię kocha ponad życie" itd.... Przecież nie będziemy wiecznie razem. Jak zerwiemy, to on się nie przejmie zbytnio tym, a nawet jeśli to zaraz utopi smutki...
- W butelce wódki! - Weszła mi w słowo Sam z uśmiechem na twarzy.
- Haha, bardzo śmieszne, ale nie czas teraz na zabawy, ja mówię poważnie! - Zrobiłam minę typu 'Seriously?'.
- Przepraszam. - Dziewczyna ze skruchą spojrzała na mnie.
- Spoko. Na czym to ja skończyłam.... - Jejku, o 2 nad ranem moja pamięć jest strasznie krótka.
- Na butelce wódki! - Sam znów się wyszczerzyła, ale zaraz dodała - Znaczy się na tym , że Louis utopi smutki....
- A tak! Uważam, że on szybko o  mnie zapomni będąc w ramionach innej dziewczyny, bo przecież hej, mnóstwo lasek tylko marzy aby sie przy nim znaleźć. I są one o niebo ładniejsze ode mnie. One są jak rozkwitające wiosną tulipany, wznoszące swe dumne pąki do góry, podczas gdy ja, mały chwast zakorzeniam się w ziemi, próbując je zniszczyć. Ale kto wygrywa? One, one! Bo piękno zawsze wygrywa, zawsze.... - Z moich oczu odruchowo zaczęły lecieć pojedyncze łzy, które szybko zaczęłam starłam rękawem od mojej niebieskiej bluzy. Przypomniałam sobie jak siedzieliśmy z Louis'em na łące, a on wtedy mi ją podarował, bo było strasznie zimno, a ja oczywiście głupia nie wzięłam nic cieplejszego niż luźny top. Potem ubierałam ją na każdą naszą randkę - od zwykłego śmiania się w jego pokoju, przez spacery, oglądanie filmów a kinie, aż po szalone przejażdżki rollercoasterem w Wesołym Miasteczku. Wszystko w jednej bluzie, z jednym chłopakiem, z jednym marzeniem - aby on już nigdy cię nie zostawił.
- Hej, Carol słuchasz mnie? - z rozmyślań wyrwał mnie głos Sam.
- Tak, tak, co mówiłaś?
- Czyli mnie nie słuchasz.
- Słucham, tylko na chwilkę się wyłączyłam, pogrążyłam w rozmyślaniach....
- Po twojej minie można było zobaczyć, że nie były to zbytnio pozytywne myśli....
- Wspominałam dobre czasy z Lou....
- Ale CAROL, zrozum, że nie ma co wspominać! Te czasy ciągle trwają i nigdy się nie skończą!
- Dobra, ciiicho, bo obudzisz dziewczyny. Chodzi o to, że ja nie potrafiłabym się pozbierać gdyby on mnie zostawił dla jakiejś modelki.... Rozumiesz, dla niego to byłoby nic, po prostu następna laska, kolejny związek, ale dla mnie.... Cios w serce.
- Ale on cię kocha, naprawdę. Faktycznie głupio wyszło z tym Liam'em, tą całą ich kłótnią.... I to jeszcze przeze mnie. Ale ja gadałam z Louis'em i on mi mówił, że się z tobą świetnie dogaduje i po raz pierwszy czuje taki.... wolny. Może robić co chce przy tobie, wyglądać na bezdomnego spod mostu i opowiadać największe suchary świata, ale ty i tak dalej przy nim jesteś. Nie odwracasz się, nie zostawiasz samego. To go tak bardzo zafascynowało w tobie. Nie wygląd, lecz to jaka jesteś.
- Cóż, jego żarty są raczej dobre, a zachowanie to jest cecha, którą najbardziej w nim lubię. Idziemy ulicą i wszyscy myślą, że on taki dorosły, a nikt nie ma pojęcia, że  pod tym kokonem męskości kryje się mała dziecinna poczwarka. 
- Dokładnie, widzisz? Kto go zna najlepiej? TY!
- Może po części tak.....
- I wierz mi, że on by nigdy, przenigdy nie chciał stracić kogoś takiego jak ty. Jesteś mu potrzebna jak tlen tonącemu, jak blask wschodzącego słońca dopiero co rozkwitającym tulipanom. I tak, to ty jesteś tym pięknym tulipanem dla Louis'a, a wszyscy inni to chwasty, które nie mają prawa wkraczać między was. - Wow. Zszokowała mnie ta mowa Sam, z jednej strony tak piękna, a z drugiej również prawdziwa.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się szeroko. - Zmotywowałaś mnie do dalszej walki, aby być bardziej pozytywną. No, a teraz coś o tobie. Jak tam się układa z Liam'em, hm?
- Jest strasznym dupkiem, ale i tak go kocham. - Wyszczerzyła się, pokazując mi swoje białe ząbki. Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem, ale jednocześnie z podziwem. Musiała wiele wycierpieć, kiedy Liam z nią zerwał przez sms, nie podając nawet żadnego powodu. Ale dalej była twarda, trzymała się.I jeszcze miała siłę mi pomagać....
- Okkej, nie ma to jak dobrze mówić o swoim chłopaku.
- Ja tylko stwierdzam fakt. Dalej mam do niego trochę żal, po tym co mi zrobił, ale uważam, że zasługuje na drugą szansę. Zresztą jak każdy. To było głupie.... To co zrobiliśmy. I bardzo cię przepraszam.
- Ale za co?
- Że musiałaś tyle wycierpieć przez nas. Przez nasze pogmatwane uczucia, latające niczym nasiona na wietrze w tę i w tamtą. Wykorzystaliśmy i zraniliśmy wiele osób, na których nam zależało....
- Nie martw się, wybaczam ci, i myślę, że Louis też głupio postąpił - zamiast wszystko wyjaśnić, on postanowił działać na własną rękę. Na szczęście zdążyliście sobie wszystko z Payn'em wyjaśnić, zanim oni wyjadą.
- Co? - Sam wyglądała na lekko zdezorientowaną.
- Nie wiesz, że oni pojutrze wyjeżdżają? - Ugryzłam sie w język. Jasne, że nie wie, głupku, skarciłam się. Jeśli Liam jej jeszcze o tym nie powiedział, to widocznie miał ku temu powody.
- Nie... - Odparła lekko zasmucona.
- Hej, nie smuć się. Pewnie miałam ci nie mówić, albo coś  takiego. Przecież jest skype i inne takie, prawda?
- Tak, tak, ale wiesz, nie o to mi chodzi... Pomyśl, co by było gdybyśmy wtedy nie poszły za nimi do lasu... Ty byś prawdopodobnie nie dowiedziała sie tej strasznej prawdy.... Ale z kolei ja nie byłabym teraz z Liam'em. Gdyby Bóg nie pokierował naszych dróg w ten sposób... Nie przeciął ich razem w jednym miejscu, o jednym czasie.
- No cóż, faktycznie, po części masz rację. Gdyby nie Ten z góry to obydwoje byście pewnie cierpieli przez długi czas. Nie tylko ty, ale Liam też. Pewnie tego nie widziałaś, ale to w jaki sposób na ciebie patrzył kiedy śmiałaś się z Niall'em... A na blondyna? Jakby mógł to by go ustrzelił z wiatrówki, serio! - Usłyszałam cichy śmiech mojej przyjaciółki. Kontynuowałam jednak dalej. - Oboje zachowywaliście się jak dzieci, próbowaliście udawać, że się nienawidzicie, podczas gdy tak naprawdę było
zupełnie inaczej! Zastanawiałam się kiedy z tym skończycie... Najwyraźniej ty wygrałaś, bo na festyn Liam przyszedł bez Katy.
- Chyba tak, ale wiesz, że mi wcale nie o to chodziło, nie?
- Jasne, jasne, może i tak, ale dobrze ci wyszło! - Mrugnęłam do niej.
- Śniło mi się... Że widzę jego odlatującego samolotem.... Że jesteśmy osobno, a on w ostatniej chwili przez okno mówi, że jednak mnie kocha, ale już nigdy nie wróci... I moje serce wtedy pękło, próbowałam biec, biec, przez deszcz, przez burzę, zatrzymać go, ale za to coś zatrzymywało mnie....
- Hej, to był tylko sen. - Złapałam ją za rękę. Cała się trzęsła. - Posłuchaj. To nie przypadek, że się spotkaliście. To przeznaczenie. Wiem, że to głupio brzmi, ale w takim razie, jeśli się mylę, to czy Bóg nie dałby wam tej drugiej szansy? W dwójkę spieprzyliście wszystko, ale dostaliście okazję, żeby to naprawić. I, Bogu dzięki, tym razem nie zepsuliście. - Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. - Jeśli dwójka ludzi ma ze sobą być, to będą, i nie przeszkodzą im żadne burze czy deszcze.
Przytuliłam ją z całej siły, zresztą ona mnie też. W życiu bym nie rozmawiała o czymś takim za dnia, ale chyba noc sprzyja pewnym wyznaniom, ciemność pozwala nam zrzucić szatę odwagi i odsłonić nasze wady, niedoskonałości. Myślimy, że nikt nas nie widzi, podczas gdy najlepsi przyjaciele doskonale nas prześwietlają, lecz mimo naszych wad, ciągle są z nami.
Po chwili usiadłyśmy już w naszych śpiworach i spojrzałyśmy na siebie.
- No to dobranoc - powiedziała Sam takim tonem jakby nic się przed chwilą nie wydarzyło. Jednak widać było po jej minie, że w środku ciągle to przeżywa.
- Dobranoc - ziewnęłam, położyłam się i odpłynęłam w krainę błogich snów.

*     *     *
 {Sam}

Obudziły mnie promienie porannego słońca. Świeciło jasno, prosto w moją twarz. Wstałam więc, spostrzegając obok ciągle śpiące dziewczyny. Zegarek leżał sobie spokojnie na komodzie wskazując godzinę 10.17. Udałam się do kuchni aby coś przekąsić. Ależ tam był bałagan! Wszędzie leżały paczki po żelkach, chrupkach, popcornie.... Parę opróżnionych butelek.... Podniosłam to wszystko wrzucając do kosza. Nie chciałam aby zobaczyli to rodzice, którzy zaraz przyjadą.... Byłaby niezła wpadka! Z szafki wzięłam miskę, do której wrzuciłam moje ulubione czekoladowe płatki. Następnie poszperałam w lodówce, gdzie w końcu znalazłam mleko - co prawda była już końcówka, ale dla mnie na szczęście starczy. Usłyszałam wibracje mojego telefonu, oznajmujące przyjście wiadomości. Wzięłam go do ręki i w tym momencie usłyszałam drugi odgłos - dzwonka do drzwi. Pomyślałam, że to pewnie rodzice wrócili wcześniej. Spokojnie podeszłam i odpięłam zamek, naciskając delikatnie klamkę. Jednak ktoś mnie wyprzedził....
Do środka wparowało 3 zamaskowanych gości. Serce automatycznie podeszło mi do gardła, gdy jeden z nich złapał mnie za ręce i rzucił na ziemię w salonie. Byłam tak zszokowana, że nie mogłam wykrztusić słowa. Dopiero po chwili zbladłam widząc ich idących do góry, w kierunku śpiących dziewczyn!
- DZIEWCZYNY! WSTAWAĆ KURWA BO WAS ZABIJĄ! NAPAD, NAPAD! Zostawcie je, zostawcie! - rzuciłam sie na najbliższego napastnika powalając go tym samym na ziemię. Odsunęłam się jednak od niego gwałtownie, czując ostry ból w nodze. Krew. Syknęłam.. Na schodach pojawiła się zaspana Emma a widząc mnie krwawiącą i dwóch napastników biegnących w jej kierunku, wzięła nogi za pas i szybko pognała do pokoju. Usłyszałam tylko odgłos zatrzaskiwanego zamka w drzwiach. Przynajmniej one są bezpieczne. Przez chwilę. Ja za to miałam duże kłopoty. Rozwścieczyłam gościa z nożem. Pięknie. 
Mój wróg wstał i zaczął iść w moją stronę. Nie mogłam biec, noga mi nie pozwalała. Gdy on rzucił się na mnie, ja porwałam stojący obok telewizor (nie wiem jakim cudem go uniosłam, ale może ta adrenalina dodała mi siły) i uderzyłam go w głowę. Do moich uszu dobiegł głos pękającego ekranu TV i.... łamanych kości. Wzdrygnęłam się i odsunęłam natychmiast. Moim oczom ukazał się okropny widok - mężczyzna leżał na ziemi z roztrzaskaną czaszką. Nie mogłam uwierzyć, że ja to zrobiłam. Boże, Boże, powtarzałam w myślach. Z kieszeni szybko wyjęłam komórkę na której widniała wiadomość od mamy:
Kochanie będziemy wieczorem, ugotujcie sobie coś na obiad! Kocham, Mama xx
Cholera, gdybym go tylko odczytała 10 minut wcześniej.... I nie otworzyła tych drzwi! Wybrałam numer do Liam'a, ponieważ to on był najbliżej - domek chłopaków znajdował się nieopodal. Jednak w tym samym momencie do domu wpadli oni sami - 5 moich najlepszych przyjaciół. Liam zrobił wielkie oczy na mój widok, po czym zaraz do mnie pobiegł i chwycił w ramiona. 
- Do góry, tam są dziewczyny! - krzyknęłam do reszty chłopaków, którzy natychmiastowo mnie posłuchali.
- Ja pierdolę, co się dzieje Sam?! - spytał Liam widząc napastnika leżącego obok mnie.
- Ni...Nie... Nie wiem Liam - zaczęłam szlochać. Dałam upust całym moim emocjom. Tak strasznie się bałam. Z góry dało się słyszeć odgłosy bijatyki i nagle jeden z przestępców runął na schodach i stoczył się w dół. Rozdziawiłam oczy i nawet zapomniałam o płaczu, ale mój chłopak wtedy zakrył mi dłonią oczy i powiedział:
- Nie patrz na to, proszę. Daj mi rękę, wychodzimy.
- Co?! Ale dziewczyny... - Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym je tak po prostu zostawić!
- Nie pomożesz im będąc martwa. Chodź, wyjdziemy tylnymi drzwiami. Chłopcy sobie poradzą, został im tylko jeden. My musimy zadzwonić po policję.
Posłuchałam go, szłam jak duch za Liam'em, w ogóle nie zdolna do myślenia. W ogrodzie chłopak namoczył ręcznik wodą i podał mi go abym przyłożyła do rany, a sam tymczasem zadzwonił po odpowiednie służby. 
- Już jadą, będę za sekundę - odparł głaszcząc mnie po policzku i patrząc prosto w oczy. - Jak noga?
- Dobrze, ale strasznie piecze - powiedziałam ciągle trochę płacząc. 
- Posłuchaj, idę teraz do chłopaków, muszę sprawdzić czy nic im nie jest, okej? A ty tu zostań i pod żadnym pozorem nie waż mi się ruszać. Jak któryś ciebie tknie to go zabiję. 
- Uważaj na siebie. - Zdążyłam tylko wykrztusić widząc jego odchodzącą sylwetkę.
Po paru minutach z domu wyleciała Carol trzymająca Stacy za rękę. Rzuciły się mnie.
- Gdzie Emma?! - krzyknęłam, a w mojej głowie pojawiły się już najczarniejsze scenariusze. 
- Jest z Harry'm, musieli wyskoczyć przez okno. Są po drugiej stronie domu, zaraz tu przyjdą - odparła Carol. Stacy nic nie mówiła, tylko zaczęła mi płakać na ramieniu. Carol przytuliła nas wszystkie i tak siedziałyśmy wpatrzone w jeden punkt - wyjście na taras, czekając aż pojawią się w nim chłopcy. Zamiast tego usłyszałyśmy odgłos syreny policyjnej i na raz 4 funkcjonariuszy wbiegło do domu. Po chwili dołączyli do nas chłopcy, jedynie Louis trochę kulał, widocznie oberwał w nogę tak jak ja. Za to Niall'owi leciała krew z nosa. Nie było jeszcze tylko Hazzy i Emmy.
- Gdzie oni są? No gdzie! - Zaczęłam się denerwować i dreptać w miejscu. 
- Idą! - krzyknęła Carol. Odwróciłam się w kierunku w którym pokazywał jej palec i ujrzałam ich. A konkretnie to Harolda niosącego Emmę w rękach, której krwawiła noga. Boże. Jak bohater. Z mojego oka poleciała łezka, cieszyłam się, że moja przyjaciółka trafiła na tak wspaniałego chłopaka. Potem policjanci złapali jednego z przestępców, a reszta uciekła niestety. Złapałam Liam'a mocniej za rękę. 
- Dobrze, a więc jak się nazywacie i co się tu konkretnie stało? - spytał funkcjonariusz.
Opowiedzieliśmy mu całą historię, od początku do końca. Dowiedziałam się, że jak tylko Emma pognała na górę, zamknęła się w pokoju w dziewczynami i zaczęła je szybko budzić. Jednak napastnicy sprawnie poradzili sobie z drzwiami. Wtedy moja przyjaciółka rzuciła w jednego gościa komodą i dziewczyny zyskały trochę czasu. Jednak po chwili oni wrócili, Em uciekając musiała wyjść przez okno, a ten gościu jeszcze ją popchnął przez co poharatała sobie nogę na dachówkach. Utknęła w jednym miejscu, i prawie by spadła, ale w tym momencie Harry ją złapał i podniósł do góry. Reszta dziewczyn ukryła się w szafie i Bóg wie co by się im stało gdyby nie pojawili się chłopcy. Tak więc gdy przestępcy zobaczyli że nasi mają przewagę liczebną zaczęli uciekać, ale Zayn jednego dorwał i zrzucił ze schodów. Potem nasi przyjaciele dołączyli do nas, a Harry zniósł Emmę ostrożnie na dół, która nie mogła sama iść. 
Policjanci zadzwonili do naszych rodziców, którzy natychmiast przyjechali. Po raz pierwszy miałam okazję poznać rodziców Carol. Rozpoczęły się długie rozmowy, moją i Emmy nogę opatrzono, Niall'owi zatamowano krew z nosa i dano batonik na pocieszenie....
Tak to wyglądało aż do południa. Następnie policjanci odjechali, obiecując zająć się tą sprawą. Potem wspólnie zjedliśmy obiad i chłopcy obwieścili, że chcieliby się nas o coś spytać.
Wyglądało to bardzo uroczyście, Liam nawet zastukał łyżką (!!!!!!) w szklankę. 
- Ekhem... Dziękuję za uwagę. Chcielibyśmy zaprosić nasze szanowne koleżanki na podróż do USA. Wylatujemy jutro wieczorem. Jako  że mają teraz wakacje, mogłyby ich resztę spędzić z nami w trasie, a potem spokojnie wrócić do domu.
- Obiecujemy być grzeczni i się nimi opiekować, zresztą mamy jeszcze Paula. - Dokończył Niall. 
- Dobrze, że nie powiedział nic o piciu.... - Harry puścił oczko do Zayn'a. 
- ... I nie będziemy pić  - Dodał Niall, a Harry uderzył go lekko w nogę. 
- Odjebało ci stary, my mamy nie pić? Weź nie kłam - szepnął w kierunku Horana.
- Ciiii, jasne że będziemy pić, mówię tak żeby się zgodzili , matole. - Ochrzanił go blondyn, na co Hazza się już zamknął. 
Po wielu namysłach i dyskusjach w końcu się zgodzili! My byłyśmy oszołomione, nie wierzyłyśmy, że pojedziemy do USA! I być może za szybko się cieszyłyśmy tym co jeszcze nie nadeszło...
- Wiesz, że mam nowy motor? - szepnął do mnie Liam, pojawiając się znienacka gdy zajadałam właśnie ciastko. 
- Mhm, doprawdy, co proponujesz zatem?
- To zależy czego ty chcesz. 
- Może się przejedziemy?
- Nie będziesz się bała?
- Niee. Zawieziesz nas na lotnisko, co ty na to?
- Hm, tak daleko? Myślałem raczej o krótkiej przejażdżce wzdłuż plaży....
- Oj no weź! - Złapałam go za ręce i spojrzałam głęboko w oczy uśmiechając się słodko. Wiedziałam, że temu się nie oprze. 
- Dobra, dobra. - Zgodził się wreszcie a ja w podziękowaniu pocałowałam go. 

Chłopcy mieli po nas wpaść jutro wieczorem, abyśmy się wszyscy udali na lotnisko. My tymczasem się rozeszłyśmy aby spakować nasze walizki. 
- Wiesz co, Sam.... Cieszę się , że jedziemy. Nie wiem czy byłabym zdolna tutaj spać dłużej, wiedząc że gdzieś tu niedaleko kręci się jeszcze dwójka tych zbirów. 
- Nie mów mi nawet o tym, wiesz jak ja się bałam?
- Wiem. - Przytuliła mnie mocno. - Dziękuje ci, że nas ostrzegłaś. Ja też miałam stracha wisząc tak na dachu, wiedząc, że w każdym momencie mogę spaść. 
- Mamy szczęście mając chłopców.
- O tak. Nie zamieniłabym ich na nikogo innego!
Resztę dnia spędziłyśmy oglądając jakieś seriale. W nocy zamknęłyśmy się dokładnie, cały dom był zaryglowany a na dole stało jeszcze dwóch policjantów w razie gdyby wrogowie zamierzali powrócić. 
Następnego dnia poszłyśmy pożegnać się z plażą, a oprócz zsikania się psa na moją nogę, nie stało się nic godnego uwagi. Zapomniałyśmy o całym wczorajszym zajściu. 
Około 7 pojawili się nasi przyjaciele. Wszyscy przyjechali busem, tylko Liam na motorze.
- Imponujący - skomentowałam widząc jego nowe cacko. Przyznaję, dobre było. 
Po długich i wylewnych pożegnaniach wreszcie wsiadłam na maszynę. Ubraliśmy z Liam'em kaski, a ja złapałam go za brzuch wtulając się w jego ramię. Uśmiechnął się cwaniacko, dał mi przelotnego buziaka i ruszył. Mijaliśmy poszczególne ulice jadąc za busem chłopaków, a rześki, wieczorny wiatr rozwiewał mi włosy. Ostatni raz obserwowałam plażę i chodzących tam przechodniów, piękne słońce chowające się w otchłaniach niebieskiego morza oraz ludzi schodzących się na nocne imprezy. Jakaś wiewiórka skakała z drzewa na drzewo szukając odpowiedniej dziupli, koty łasiły się do turystów próbując wyżebrać jedzenie, a kupcy powoli zamykali swe stragany szykując się do zasłużonego odpoczynku. Będę za tym tęsknić....
Nagle z rozmyślań wyrwało mnie gwałtowne szarpnięcie motoru....
- Cholera - usłyszałam krzyk Liam'a, a obok ujrzałam auto, którym kierował... O Boziu, jeden z tych przestępców, którzy byli rano w naszym domu! Zbladłam, a auto w momencie zajechało nam drogę. Mój chłopak zdążył lekko skręcić, jednak i tak zahaczyliśmy o auto kawałkiem i zaczęliśmy się przechylać i przechylać, aż w końcu straciliśmy równowagę i runęliśmy na ziemię, a motor na nas. Poczułam ukłucie i zamknęłam oczy nie chcąc widzieć dalszego ciągu wydarzeń. 
Ocknęłam się po paru sekundach, ale nie czułam nic od pasa w dół. Oblał mnie zimny pot, ręce całe się trzęsły i miałam dreszcze. Czułam się jakbym leżała w śniegu, tak mi było zimno. Przed oczami majaczyło mi tysiące kolorów, iskierki tańczył tworząc wielobarwną tęczę na wieczornym niebie, a powietrze nagle zaczęło palić moje płuca....

{Liam}

Gówniarze jebani zajechali mi drogę. Spadliśmy obydwoje z motoru, ja poturlałem się trochę dalej niż Sam. Cały czas byłem przytomny, jednak dopiero po chwili podparłem się łokciem i podniosłem do pozycji siedzącej. Otrzepałem głowę i ujrzałem.... ją. Zaczęły mi płynąć łzy gdy szedłem w jej kierunku. Leżała wpół przygnieciona motorem, a jej twarz pokazywała taki ból, że moje serce nie mogło tego znieść. Oddałbym wszystko, żeby teraz leżeć tam zamiast niej, żeby tylko ona była bezpieczna.... To wszystko moja wina, moja! Złapałem ją delikatnie za brzuch i zacząłem wyciągać spod maszyny. Nie dało się. Kurwa. Podniosłem więc motor, ważył chyba z tonę. Sam widząc moje działania, zaparła się rękami i wyczołgała spod motoru. Podziwiałem ją, że znajduje w sobie siłę. Zaraz puściłem to co trzymałem i podszedłem do niej głaszcząc i tuląc do siebie. 
- Sam... Kochanie, wszystko będzie dobrze.... Tak strasznie cię przepraszam, wybacz mi....
- Nic się nie stało.... - Wysapała. - To nie twoja wina...
Spojrzałem na jej nogę, wykrzywioną w nienaturalny sposób. Przełknąłem wielką gulę w gardle, a po moich policzkach znów zaczęły spływać gorzkie łzy rozpaczy. Jeśli coś jej się stanie.... Cokolwiek... To nigdy sobie tego nie wybaczę.... Że zabrałem ją na ten motor, że w ogóle taki cholerny pomysł przyszedł mi do głowy... Sam otarła moje łzy swoją dłonią. Czułem pulsującą w niej żyłę. Złapałem jej rękę przyciągając do mojego policzka. 
- Czujesz.... Czujesz nogi? - To pytanie ledwo przeszło przez moje gardło. 
Dziewczyna otworzyła zaciśnięte oczy i rzekła:
- Lewą tak... Prawą nie do końca... Ale jest już lepiej. Mniej boli....
Wziąłem ją w ramiona i zaniosłem pod najbliższe drzewo,  jak najdalej od ulicy. Delikatnie posadziłem na ziemi. Rozejrzałem się dookoła, ale nie było tu nikogo. Reszta zespołu jechała przed nami, więc zapewne pojechali już dalej. Parę aut stało, wszyscy  ludzie albo byli już w domach, albo na plaży, imprezowali.... Sięgnąłem do kieszeni, po komórkę, musiałem zadzwonić po karetkę, jak najszybciej. Cholera, została przy motorze. Odwróciłem się, ale wtedy poczułem czyjąś dłoń. Sam. Moja kochana, mała Sam. Tyle przeszła przeze mnie, zrujnowałem jej niemalże życie. Ale teraz obiecałem sobie wszystko naprawić. W USA będę spędzał z nią każdy dzień, każdą wolną chwilę, zabierał na każdy koncert, całował gdy tylko się zasmuci...
- Liam.... - Wyszeptała z wielkim trudem. - Co ty robisz?
- Muszę iść po telefon, za chwilkę wrócę. 
- Nie proszę, zostań...
- Tylko na sekundę, muszę zadzwonić po karetkę, aby ci pomogli....
- Uważaj na siebie - Spojrzała na mnie i posłała mi ciepły uśmiech, pełen miłości. - Kocham cię. Bardzo.
Podszedłem do niej i pocałowałem odgarniając jednocześnie jej niesforne kosmyki z czoła.
- Ja też cię kocham. Bardziej niż cokolwiek innego. - Uśmiechnąłem się i ruszyłem. 
Zacząłem iść w kierunku motoru, co chwila obracając się i sprawdzając czy z Sam wszystko dobrze. Widać było jej brzuch, unoszący się w górę i w dół, oddychała pomału, ale było jej ciężko. Gdy dotarłem do maszyny, otworzyłem pokrywę z bagażami, po czym zacząłem grzebać, szukając telefonu. W końcu wziąłem go do ręki i podniosłem wzrok. Poczułem coś mokrego w bucie. Spojrzałem ponownie w dół i ujrzałem moje nogi całe zamoczone w benzynie, która musiała się wylać z baku przy upadku. 'To nic' pomyślałem i zacząłem zamykać schowek. Nagle obok mnie przejechało auto, to samo, które nas potrąciło - ci przestępcy. Jeden z nich wyrzucił z okna rozpaloną zapałkę, która ze spokojem poturlała się w moją stronę aż dotarła do benzyny....
Rozszerzyłem źrenice ze strachu, wiedząc co zaraz nastąpi. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, zgodnie z ich planem. Natychmiastowo zawróciłem biegnąc jak najdalej od ognia, przed siebie, ale było już za późno... Mój refleks nie jest jednak tak sprawny jak myślałem.... Słyszałem za moimi plecami syczący ogień, słyszałem jak szepcze moje imię, woła mnie do siebie.... Sprawnie uporał się z benzyną i motorem, i teraz biegł do mnie... Pędził wręcz... Skacząc radośnie powalił mnie na ziemię. W jednej minucie zajął moją nogę i ruszył w górę... Nie czułem już nic, nic.... Oprócz jej wzroku. Leżała spokojnie pod drzewem, z oczami pełnym strachu wpatrzonymi we mnie, dłonią zatykała sobie usta nie mogąc zaczerpnąć tchu... Po chwili usłyszałem jej wołanie, wołała mnie do siebie, ale już nie mogłem nic zrobić. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Początki, dzieciństwo, X Factor, chłopcy, koncerty, fani.... I wreszcie ona. Wyszeptałem tylko 'Przepraszam' i zamknąłem oczy na zawsze. 

UWAGA!
Drogi Czytelniku czytasz teraz wersję ze smutnym zakończeniem tego opowiadania - jeśli masz ochotę przeczytać wersję numer 1, ze szczęśliwym zakończeniem, zapraszam - 

{Sam}

Czekając spokojnie na Liam'a i czując potworny ból w prawej nodze nagle spostrzegłam palącą się benzynę.... I motor. Mój chłopak zaczął uciekać, ale ogień był szybszy.... Moja serce zaczęło mocno bić, ciarki przechodziły po całym ciele.... I ujrzałam to. Ujrzałam największy koszmar mojego życia. On zaczął się palić. Wpierw nie mogłam nic zrobić, zabrakło mi powietrza, czułam, że on się dusi, a w raz z nim i ja... Jednak po chwili ujrzałam jego oczy, jego usta szepczące 'Przepraszam'.... Wtedy odzyskałam głos i wydałam z siebie taki głośny pisk jak nigdy. Zleciało się mnóstwo osób, z pustego uprzednio skrzyżowania, zamieniło się ono w zbiorowisko ludzi... Jednak każdy stał w bezpiecznej odległości, nikt, cholera nikt, nie pomógł Liam'owi! Nagle.... Motor wybuchł. Tak po prostu. Jeszcze nigdy nie słyszałam tak głośnego wybuchu, wszystko, dosłownie wszystko wyleciało w powietrze.... Łącznie z .... z nim. Z tym który był najbliżej. Z tym chłopakiem, którego poznałam parę tygodni temu. Z tym chłopakiem , który mnie zranił, ale się poprawił. Z tym, którego pragnęłam najbardziej. Z tym, z którym spędziłam najlepsze wakacje w całym moim życiu. Z tym, za którego oddałabym życie. Nie zdążył dalej uciec, bo ogień go dopadł. Widziałam jak mój chłopak jest rozrywany na tysiące kawałeczków przez ogromny wybuch benzyny... Nie mogłam dużej patrzeć. Nie mogłam. Zakryłam rękami oczy i zaczęłam płakać. Pragnęłam tylko jednego. Tylko jednej drobnej rzeczy, która połączyłaby mnie z nim na zawsze... Śmierci. 

*     *     *

Gdy się obudziłam nie było już drzew, aut ani ulicy. Był biały pokój, łóżko i Emma obok trzymająca mnie za rękę. 
- Sam? - usłyszałam jej ciepły głos. 
- Emma... Co się stało? Gdzie ja jestem? - spytałam nieco zdezorientowana. Na nodze zobaczyłam gips.
- W szpitalu skarbie. Już wszystko dobrze. Za niedługo wyzdrowiejesz, a przestępcy zostali już złapani  i poddani karze. 
- Ale Em.... Co z nim? - utkwiłam w niej wzrok. Doskonale wiedziała o kim mówiłam. Do sali weszły Carol ze Stacy. 
- Słuchaj musimy ci coś powiedzieć, ale ty obiecaj, że będziesz spokojna....
- Obiecuje...
- Tak więc Liam.... Wiesz on.... - Widać było jak trudno jest jej to wykrztusić. - Nie żyje. 
Moje serce zamarło, a ciało ogarnął nagły paraliż. Dlaczego więc ja żyję, skoro on nie?
- Nie, nie, nie... - Zaczęłam szlochać, a dziewczyny przytuliły mnie. - NIE! - teraz już krzyczałam. - Dlaczego ja żyję?! Ja nie chcę żyć! Zabijcie mnie! No już, zabijcie do cholery! - Nie kontrolowałam już swojego ciała. Ręce w popłochu szukały narzędzia, które mogłoby mi odebrać życie, jednak lekarze są na tyle mądrzy aby nie zostawiać takich rzeczy na wierzchu. 
Dziewczyny z przerażeniem zaczęły mnie uspokajać i wołać innych. Przyszli chłopcy, więc ja się trochę uspokoiłam, ale nie na długo. 
- Sam... Nam wszystkim jest ciężko.... - Podeszli do mnie, siadając i łapiąc za rękę. - Ale musimy to przetrwać.... Liam nie chciałby abyśmy zrobili coś głupiego. - Ciepły głos mojego brata Louis'a, nieco mi pomógł. 
- Ale Lou... Chłopcy... Wy nie wiecie, nie rozumiecie.... To moja wina! To wszystko moja wina, że on nie żyje! To mój zasrany pomysł, aby jechać tym motorem, doprowadził go do.... śmierci! - Z moich oczu wylał się następny potok łez, a niekontrolowane już ciało trzęsło się we wszystkie strony.
- Sam... Nieprawda. To nigdy nie była ani nie będzie twoja wina - Harry dotknął mnie, ale to jeszcze bardziej mnie zdenerwowało.
- Kłamcy! Kłamcy! Wy nic nie wiecie! To moja, TYLKO moja wina! - Rzucało mną na prawo i lewo, widziałam przerażenie w oczach wszystkich, ale mimo to nie mogłam przestać. Zayn zawołał doktora, który wstrzyknął mi coś i nareszcie umiałam się uspokoić i w spokoju zasnąć. 

*     *     *

Pogrzeb odbył się bez tłumów. Była tylko rodzina i najbliżsi przyjaciele. Pochowaliśmy Liam'a (lub raczej to co z niego zostało) na cmentarzu w Wolverhampton, jego rodzinnym mieście. Wszyscy stali w ciszy, słuchając księdza, tylko ja szlochałam cichutko przez cały czas, obwiniając się za wszystko. Po wyjściu czekały na nas tłumy fanów, wspierających nas w tej trudnej sytuacji. 
Reszta One Direction nie pojechała w trasę. Zdarzyła się najgorsza tragedia z możliwych i chłopcy postanowili, że dopóki się nie otrząsną, zostaną w domu. Żyliśmy wszyscy razem w tej  żałobie, ale ze mną było co raz gorzej. Co chwili miewałam ataki , krzyczałam, po nocach śniły się koszmary, nie miałam apetytu, zachowywałam się jak wariatka... Wspólną decyzją wysłali mnie do psychiatryka. Znaczy się to nie był taki dom pełen wariatów, tylko.... Taki trochę lepszej jakości dom pełen wariatów. Ludzie byli.... właściwie są naprawdę mili. Jest tu więcej osób takich jak ja, z którymi mogę porozmawiać.
Przyjaciele mnie odwiedzają codziennie, ostatnio byli jakąś godzinę temu. Przywieźli dużo słodyczy i rozmawialiśmy. Ale było jakoś tak dziwnie. Zresztą już nic nigdy nie będzie tak samo. Zabiłam człowieka. Mojego chłopaka. 
Teraz siedzę sobie spokojnie na codziennej rozmowie z psychologiem. On jest przemiłym człowiekiem. Rozumie mnie. Nie prawi morałów, nie pociesza, nie gada głupot. Po prostu słucha mnie przez pełną godzinę, nie przerywa i dopiero na końcu się odzywa. 
Nie mam marzeń, nie mam już pragnień. Życie straciło blask, sens. Nie mam nic. Najgorsze jest to, że nawet nie mam jak sobie odebrać życia. Pilnują nas, wmawiając, że wszystko będzie dobrze. Głupcy, na niczym się nie znają. Jestem sama - druga połówka mojej duszy jest już w niebiosach. Jesteśmy rozdzieleni w dwóch różnych światach. Na zawsze.
Mam na imię Sam  i mam jedno marzenie.
Śmierć. 

_________________________________________________________________________________

Miał wyjść dramat, ale wyszedł taki trochę pseudo dramat. Nie umiem po prostu pisać takich smutnych zakończeń, przyznaję się bez bicia. Przepraszam, jeśli was rozczarowałam. 

Tak więc nadszedł czas pożegnań. Dziękuje wszystkim, którzy byli ze mną przez cały czas, wspierali, byli inspiracją, nie zostawiali w trudnych momentach. Lecz także tym, którzy chociaż raz tu zawitali - dziękuje! :)

Chciałabym publicznie podziękować paru szczególnym mi osobom, które były tu ze mną od niemalże pierwszego rozdziału i w pewien sposób wpłynęły na mnie ten blog:

+ Oczywiście MASSIVE THANK YOU dla każdego, każdego, kto miał siłę czytać i komentować moje opowiadanie. Bez Was ono by nigdy nie powstało. :')

Nie jestem dobra w pisaniu podziękowań. :P
Jeśli nie spodobała Wam się ta historyjka, za niedługo będzie nowa, postaram się poprawić, obiecuję! :)
Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i będziecie ją czytać. 
Obok 3 nowe SONDY! --> GŁOSUJEMY! Jest to bardzo ważne dla mnie! :) 

To by było na tyle. 
Jeszcze raz dziękuje. <3333

Buziaki
Mika



Yaaaaay, udało mi się! Doprowadziłam ten blog do końca, chociaż myślałam, że mi się nie uda. Ale udało się! Dzięki Wam. :') 

+ Oczywiście Wesołych Świąt i mokrego Poniedziałku! xx

12 komentarzy:

  1. No po prostu mnie rozwaliłaś tym zakończeniem. To było takie smutne :'( Nie wiem co mam jeszcze napisać...

    OdpowiedzUsuń
  2. super :) w bardzo ciekawy sposób piszesz :)
    zapraszam do komentowania u mnie :)
    http://69-imagination.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. rycze bejbeee rycze znowu ;C ale no żeby Sam to psychiatryka.? trzeba było ją lekko ogarnąć i git zostałaby w domu z przyjaciółmi i z rodziną :P a z resztą Ty już najlepiej wiesz co myślę <333

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardziej mnie ciekawi jak skończy się wersja smutna ... To ba z Happy Endem na 100 % będzie taka, że żyli długo i szczęśliwie z kilkoma potknięciami ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. wow, nie no rozwaliłaś mnie zakończeniem!. ale świetnie ci wyszło.. xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nigdy nie płacze, na żadnych książkach, żadnych filmach czy tym bardziej blogach, ale teraz to ryczałam jak dziecko! Rozkleiłaś mnie doszczętnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. obie wersje świetne;d
    zapraszam ---> http://best-thing-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Popłakałam się. Piszesz bardzo (za bardzo) przekonywująco roryczałam się przez twoje jakże realistyczne przedstawienie śmierci Liama. :'(

    OdpowiedzUsuń
  9. po prostu się popłakałam i nie mogę powiedzieć już nic :(

    OdpowiedzUsuń
  10. ja się popłakałam, ja pierdolee co za zakończenie : (

    OdpowiedzUsuń
  11. popłakałam się jak nigdy. jak mogłaś to skończyć. jezuuuu ;(

    OdpowiedzUsuń